wtorek , 19 Wrzesień 2017
Home » Aktualności » Zwykła wigilijna opowieść o niezwykłym kwietniowym wieczorze?

Zwykła wigilijna opowieść o niezwykłym kwietniowym wieczorze?

Dola 6,mW związku z wielkim zainteresowaniem niniejszego materiału po opublikowaniu go w minionym roku ( kilka tysięcy wejść !!! ), w dniu dzisiejszym po raz kolejny przypominamy historię prawdziwego zdarzenia które miało miejsce całkiem niedawno w Jankowicach. Zdarzenia które bezpośrednio dotknęło wielu z nas i którego wielu z nas było i jest świadkiem. Polecamy ten materiał, jest on w sam raz na dzisiejsze świąteczne popołudnie lub wieczór.

Historia, o której piszę za namową ludzi, którzy wcześniej ją usłyszeli wydarzyła się naprawdę pewnego ciepłego wieczora pod koniec kwietnia tego roku w Jankowicach. Normalnie uznałbym ją za niesamowity zbieg okoliczności. Należę bowiem do ludzi, którzy najpierw muszą dotknąć żeby potem ewentualnie uwierzyć.

Tu zbiegów okoliczności było jednak zbyt wiele i zbyt niesamowitych. Wydaje mi się więc, że przeżyłem tego wieczora coś znacznie poważniejszego niż przedziwny tylko splot przypadkowych zdarzeń w tak samo dziwnych i przypadkowych okolicznościach. Ale po kolei.

Był poniedziałek, 28 kwietnia roku 2014. Wielkimi krokami zbliżał się lipcowy jubileusz 750 rocznicy istnienia Jankowic. W ramach tego święta chcieliśmy nadać oficjalną nazwę skwerkowi wokół kapliczki św. Izydora w centrum miejscowości, który od kilku lat siłami mieszkańców ulegał ogromnemu przeobrażeniu wizualnemu.  Obecnie w niczym już prawie nie przypomina zaniedbanego placyku z zarośniętym ciekiem wodnym, obskurnym budynkiem starej remizy i nieestetycznym płotem zacieniającym ściany kapliczki. W rewitalizację włożono ogrom pracy i znaczne środki finansowe. Teraz, kiedy skwer stał się już ozdobą wsi uznaliśmy, że powinien otrzymać godną nazwę. Propozycji patronów było kilka.

Po pierwsze Jan Chrzciciel, który był pierwszym patronem diecezji wrocławskiej 750 lat temu, kiedy wchodzące w skład tej diecezji Jankowice właśnie powstawały. Jego wizerunek widnieje też na starej pieczęci jankowickich sołtysów.

Drugą propozycją patrona był św. Izydor Oracz, który jest również patronem kapliczki stojącej na skwerze. Jako trzeciego brano pod uwagę niejakiego Michała Anjoła. Średniowiecznego kapłana urodzonego w Jankowicach w 1773 roku, syna Szymona ? cysterskiego łowczego i Magdaleny z domu Kusma. Co prawda pierwszym znanym z imienia i nazwiska kapłanem wywodzącym się z Jankowic był jego brat Bernardus urodzony w 1765 roku, ale przyznacie państwo, że Bernardus Anjoł nie brzmi tak światowo jak Michał Anjoł, choć to oczywiście nie był Buonarroti.

Ostatnim z czwórki kandydatów branym pod uwagę, był zmarły w 1976 roku, ksiądz prałat Jan Dolla. On również urodził się w Jankowicach 7 lutego 1900 roku w rodzinie Jakuba i Franciszki z domu Duda. Kapliczkę wybudowano dwa lata po jego narodzinach przy tej samej ulicy, przy której mieszkał. Ksiądz Jan w swoim bogatym w wydarzenia i zwroty kapłańskim życiu był między innymi kapelanem Polaków we Wrocławiu a potem tą samą funkcję sprawował na dwóch parafiach w Berlinie. Po powrocie na Górny Śląsk został pierwszym proboszczem parafii św. Józefa w Zabrzu i dyrektorem Caritas dla miasta Zabrza. Tą ostatnią funkcję pełnił aż do śmierci w 1976 roku. Ta jedna z wybitniejszych postaci Jankowic XX wieku do dziś pamiętana jest przez wiernych w zabrzańskiej parafii a na grobie prałata Dolli zawsze znajdują się świeże kwiaty. Był bardzo lubiany przez wiernych.

Właśnie tego kwietniowego dnia po raz pierwszy poruszyłem temat wyboru patrona skweru wskazując wszystkie cztery kandydatury. Pod wieczór rozmawiałem o tym z moim bliskim współpracownikiem. Wybór był trudny a za każdym z potencjalnych patronów przemawiały jakieś argumenty. Podczas tej rozmowy zadzwonił telefon. To opiekun kaplicy prosił mnie o pomoc. Przed uroczystością kanonizacji Jana Pawła II, która miała miejsce dzień przed opisywanymi zdarzeniami na ścianie frontowej kaplicy tenże opiekun powiesił obraz polskiego papieża i oświetlił go lampkami. Do regulacji zasilania użył włącznika czasowego, którego zwyczajowo używamy do oświetlania choinki. Wieczorem zapala oświetlenie a rankiem zgodnie z nastawionymi godzinami oświetlenie wyłącza. Bez ingerencji człowieka. I nigdy nie było z tym najmniejszego problemu. Tymczasem teraz w niedzielę wieczorem, czyli w dniu kanonizacji światło się zapaliło, ale rano już nie zgasło. Papież promieniał światłem 24 godziny na dobę. Zażartowałem nawet, że to blask świętości, ale obiecałem sprawdzić przyczynę ?cudu?, bo podejrzewałem, że leży po stronie włącznika. Pożegnałem więc mojego rozmówcę i temat wyboru patrona postanowiliśmy przenieść na inny, choć z racji upływającego czasu, nieodległy termin. Poszedłem po latarkę i z nią udałem się do kapliczki. Na dworze było już ciemno. Zapadała ciepła, kwietniowa noc.

Trudno powiedzieć, co było powodem usterki, ale po delikatnym stuknięciu o parapet urządzenie zaczęło działać poprawnie i działa zresztą do dziś. Proza życia.

Już miałem wracać do domu, kiedy usłyszałem głośne wycie silnika i zobaczyłem bardzo wolno jadący drogą samochód. Najwyraźniej kierowca miał z nim jakiś poważny problem. Wóz powoli minął kapliczkę i zniknął za zakrętem. Po chwili zobaczyłem go znów. Wracał. Zsuwał się z pagórka i w końcu cofając, wtoczył się na skwerek, który kilkanaście minut wcześniej próbowaliśmy z kolegą bezskutecznie nazwać. Podszedłem do samochodu a wraz ze mną trzech innych mieszkańców, którzy właśnie przebywali w pobliżu. Podróżowało nim dwóch kapłanów w podeszłym wieku. Kierowca wyszedł i prosił o pomoc. Szukał mechanika. Niestety, ten był akurat na urlopie. Wtedy kapłan zapytał pytanie o to, czy mieszka tu jeszcze rodzina Dolla. Potwierdziłem. I wtedy stało się coś, czego nie zapomnę pewnie do końca życia.

– Wie pan, z tej rodziny wywodzi się ksiądz. To ksiądz prałat Jan Dolla. Ja jestem jego następcą. Nazywam się Paweł Pierchała i po śmierci prałata Dolli objąłem po nim parafię św. Józefa w Zabrzu.

Poczułem coś bardzo dziwnego i miękkie kolana. Oto bowiem w dniu, w którym miała zapaść decyzja, jaką nazwę będzie nosił skwer wokół kapliczki św. Izydora na tenże skwer wtacza się uszkodzony samochód a wracający z dalekiej podróży kapłan wychodzi i oświadcza że jest następcą jednego z czterech kandydatów proponowanych na tegoż patrona. Oczywiście nie mając pojęcia o tym, jakie właśnie wywołał wrażenie. Nigdy przedtem nie spotkałem księdza Pierchały i wielce prawdopodobne, że już go nie spotkam. Nigdy też nie byłem w kościele św. Józefa w Zabrzu ani osobiście nie znałem księdza Dolli. Zmarł, kiedy miałem sześć lat. W opisywanej chwili pouczyłem jakby stał właśnie tuż obok mnie. Przy kapliczce, którą 200 metrów od jego domu wybudowano tuż po jego narodzinach i przy której pewnie od najmłodszych lat żarliwie się modlił. Niewykluczone, że nabożeństwa i modlitwy przy tej kaplicy miały znaczący wpływ na późniejszą decyzję o kapłaństwie. I natychmiast zrozumiałem, dlaczego to ksiądz Dolla jest tym, którego tak bardzo po omacku szukaliśmy. On, jako jedyny z całej czwórki osobiście budował w tym miejscu i pod tą kapliczką siłę swojej wiary?

Samochód księdza Pierchały mógł się zepsuć wszędzie. Miał na to dobrych tysiąc kilometrów. Zepsuł się w Jankowicach. Mógł zatrzymać się gdziekolwiek. Zabudowania wsi ciągną się prawie półtorej kilometra. A stanął na bezimiennym jeszcze skwerze. Mógł się zepsuć w innym terminie a on zatrzymał się w Jankowicach akurat w tym istotnym dla sprawy dniu. Mogło mnie tam nie być i nie wiedziałbym nic o tym wydarzeniu, bo zwyczajowo o tej porze nigdy pod kapliczką nie bywam. W tym dniu wyjątkowo zmusił mnie do tego świecący dniem i nocą papież dzień po swojej kanonizacji? Mógł, mogło, mógł, mogło… Nie za dużo tego jak na zwykły przypadek?

Nie wiem jak interpretować to zdarzenie i nie wiem, czego tak naprawdę byłem świadkiem a nawet czynnym uczestnikiem. Wiem za to, że tego wieczora jednoosobowo podjąłem decyzję o nazwaniu skweru imieniem księdza prałata Jana Dolli a tabliczka z nazwą i krótkim życiorysem stanęła niemal w tym samym miejscu, w którym sukcesor księdza Dolli oświadczył mi, kim tak naprawdę jest i głośno wymienił nazwisko swojego wielkiego poprzednika. Oficjalnie nazwę nadano w dniu 12 lipca 2014 roku równo 750 lat od wydania dokumentu, w którym Jankowice po raz pierwszy wymienione zostały z nazwy w dokumencie pisanym. Tablicę poświęcił ksiądz proboszcz Rafał Wyleżoł, który w kościele świętego Józefa w Zabrzu przez kilka lat sprawował posługę wikarego. I taka jest przedziwna historia wyboru patrona skweru wokół ponad stuletniej kaplicy w Jankowicach. Niezwykłość tego wieczoru i zdarzeń jakie mu towarzyszyły nie wiedzieć czemu po pewnym czasie skojarzyły mi się z innym niezwykłym wieczorem roku. Z wieczorem wigilijnym. I właśnie dlatego opowiedziałem państwu tą bardzo dziwną, choć bardzo prawdziwą historię właśnie dziś. Wesołych Świąt!        h.mac

Dola 1Dola 2Dola 3Dola 4Dola 5Dola 6Dola 7