wtorek , 17 Lipiec 2018
Home » Aktualności » O tym kim jesteśmy, jacy jesteśmy, ale również jakie będą nasze przyszłe pokolenia.

O tym kim jesteśmy, jacy jesteśmy, ale również jakie będą nasze przyszłe pokolenia.

kim-jestesmy-1Mamy okres poświąteczny, jesteśmy również już po Nowym Roku a już pojutrze obchodzić będziemy święto Trzech Króli. Z całym tym okresem na ziemi śląskiej wiąże się szereg obrzędów i zwyczajów. Naszym zdaniem powinny one być dla współczesnego pokolenia obowiązkowe do ich stosowania i kultywowania, oraz do przekazania ich młodszym pokoleniom. Takie wartości jak historia, zwyczaje, obrzędy, tradycja i lokalny sposób życia w ,,małej ojczyzny?  stanowią bowiem czynniki mówiące o tym kim jesteśmy, jacy jesteśmy, ale również jakie będą nasze przyszłe pokolenia. To bardzo ważna kwestia dla której warto w naszych rodzinach, szkołach, przedszkolach, organizacjach środowiskowych oraz w lokalnych wspólnotach robić wszystko żeby je ocalić, utrwalić i zapewnić dobre ich funkcjonowanie w odległej przyszłości. Mając to na uwadze w dniu dzisiejszym sięgnęliśmy na stronę muzeum wsi opolskiej ( ziemi tak bardzo bliskiej nam samym ) by przekazać naszym czytelnikom jak to zawdy bywało w zakresie Nowego Roku, kolędowania i święta Trzech Króli. Zapraszamy do lektury tego materiału.

*** Kolędnicy

Zwyczaj chodzenia po kolędzie istnieje w Polsce od dawien dawna. Ma on także długą tradycję na całym Śląsku. Nie znamy początków ludowego kolędowania ani też najstarszych jego form. Okres kolędowania rozpoczynał się przeważnie w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, choć gdzieniegdzie już w wieczór wigilijny zaczynali chodzić po wsi kolędnicy. W obchodach udział brała przede wszystkim młodzież, zwykle kilkunastoletni chłopcy, choć dawniej chodzili z kolędą również starsi mężczyźni. Przygotowania zaczynały się już na kilka dni przed świętami. Na Śląsku Opolskim istniał zwyczaj przebierania się kolędników. Tu pastuszkowie na swe wierzchnie ubrania nakładali długie, białe koszule, opasane w pasie. Przez piersi przewieszali wstęgę z kartonu, oklejoną kolorową bibułką i gwiazdkami. Na głowę wkładali kolorową kartonową koronę, zaś w ręce trzymali kij przypominający pastorał. Pastuszkowie bywali też ubrani w kożuchy wywrócone sierścią na zewnątrz i opasane powrósłem, a na głowie nosili czapki baranie. Kolędnikom ofiarowywano słodycze, orzechy, suszone owoce lub drobne datki pieniężne. Pastuszkowie śpiewali zwykle kolędy powszechnie znane, prawie zawsze mieli w repertuarze teksty własne, swojskie, autorstwa własnego lub miejscowych twórców ludowych.

W Opolskiem znana była grupa składająca się z pasterzy i diabła. Gdy zbliżała się do zagrody mówiono, że pasterka idzie. Najbardziej rozpowszechnioną grupą kolędniczą na Śląsku byli zawsze Trzej Królowie, pojawiający się już około Nowego Roku, a zwłaszcza 6 stycznia. Ubrani byli w długie, białe koszule, ornaty (szaty “królewskie” wyk. z kolorowych, wzorzystych nakryć łóżka) i korony. W ręku trzymali pastorały (laski, kostury). Grupa ta miała w repertuarze kolędy kościelne i świeckie, kolędy życzeniowe. Nieraz kolędnikom przygrywali muzykanci. W dużych wsiach kolędowanie trwało zazwyczaj kilka a dni, ponieważ obowiązkowo odwiedzano każdą zagrodę. Z tradycyjnych widowisk świątecznych najbardziej popularnym teatrem ludowym był na Śląsku “Król Herod”, czyli tzw. herody. Widowisko to sięga średniowiecznych misteriów religijnych o Narodzeniu Pańskim, które pierwotnie wystawiane były w kościele. Przenikanie do misteriów treści pozareligijnych, świeckich spowodowało stopniowe wychodzenie tego teatru poza kościół. Widowiska szczególnie podobały się ludności małych miasteczek i wsi, ponieważ dostarczały im dużo radości i prawdziwej satysfakcji. W XIX w. herody stały się dla wielu Ślązaków okazją do udziału w teatrze amatorskim, który był bardzo popularną formą artystycznego “wyżycia się”. Pierwotna treść widowiska bierze swój początek z Nowego Testamentu, z opowieści o narodzeniu Chrystusa, hołdzie Trzech Króli, próbie zgładzenia przez Heroda nowonarodzonego króla Judei, o rzezi betlejemskiej i o śmierci Heroda. Tekst widowiska, początkowo krążący w przekazie ustnym, a później również w opisach rękopiśmiennych, ulegał przekształceniom i urozmaiceniom. Grupy Herodów o dłuższej tradycji przechowywały stroje i rekwizyty z roku na rok, a ich członkowie spotykali się razem dopiero w dniu wymarszu na wieś. Skład herodów nie był stały, występowali w nich jednak najczęściej: Herod, jego żołnierz (marszałek), anioł, śmierć i diabeł, czasem Turek, Żyd i rycerz. Herod przedstawiany był w złotej papierowej koronie na głowie, a szaty miał w kolorze czerwonym. Żołnierz (marszałek) występował w wojskowym ubraniu z dzidą i drewnianą szablą, na głowie miał papierowy hełm. Śmierć, zgodnie z ludową ikonografią, była spowita białą płachtą, w ręku trzymała kosę, twarz zasłaniała biała maska z czarnymi zębami i oczodołami. Diabeł występował w czarnym ubraniu, na twarzy miał czarną maskę lub smarował ją sadzą. Anioł ubierał długą białą koszulę (prześcieradło), na plecach przymocowane miał skrzydła z dykty, a na głowie złotą opaskę. Orszak herodów inscenizowano każdej zagrodzie od nowa. Widowisko realizowane było przy aktywnym udziale widzów – śmierć straszyła kosą, diabeł widłami, z kolei Żyd zaczepiany był przez uczestników widowiska. Podczas inscenizacji herodów nie dbano o wierność historyczną, geograficzną czy folklorystyczną. Tekst podawany był byle jak, bez troski o jego stronę znaczeniową, a większość widzów i tak z reguły zna całe przedstawienie na pamięć – uczestniczą w nim przecież co rok. Herody trwają zwykle od kilku do kilkudziesięciu minut  i kończą się odśpiewaniem kolędy.

*** Stary i Nowy Rok

Ostatni dzień roku, nazywany dawniej wigilią Nowego Roku lub Starym Rokiem, dopiero w latach międzywojennych zaczął być nazywany sylwestrem. Nie obfituje on w tradycyjne zwyczaje. Dzień ten obchodzony był przez Ślązaków dość uroczyście, skłaniał bowiem ludzi do wspominania, refleksji i przeprowadzania “rachunku  sumienia”. Rano i wieczorem odbywały się w kościele dziękczynne nabożeństwa, tzw. Odprawa. Szczególnie uroczyście obchodzono ostatnie godziny Starego Roku, czasem starając się upodobnić kolację do wieczerzy wigilijnej. Powszechnym zwyczajem na całym Śląsku były rozmaite wróżby, czynione już od rana. Chciano odkryć, co przyniesie rok nadchodzący dobrego i złego, a ponieważ dzień ten poprzedzał okres ślubów, szczególnie młodzi chcieli poznać swą przyszłość. Dlatego też wigilia Nowego roku była czasem wróżb matrymonialnych. Wśród tych wróżb powtarzają się sposoby praktykowane w wigilię Bożego Narodzenia, a więc wynoszenie śmieci i nasłuchiwanie szczekania psa, liczenie kołków w płocie, ustawianie butów w kierunku drzwi. Od 24.XII nie wyrzucano łupin orzechów, które wynoszono na dwór w sylwestra – kierunek, z którego dochodziło wtedy szczekanie psa wskazywał skąd nadejdzie kawaler. Dawniej w tym dniu obowiązywało szereg zakazów i nakazów, np. w dniu tym mężczyzna obowiązkowo powinien “zalać chrobaka” za ubiegły rok, nie wolno było pozostawiać prania na strychu, bo ktoś może w domu umrzeć, najeżało dobrze pozamiatać dom, co zapewni porządek w całym przyszłym roku i wymiecie choroby z zagrody, dobrze jest także wszystko pozmywać, połatać, aby na Nowy Rok nie zostawiać żadnych brudów, ponieważ tak jak wygląda dom w sylwestra, tak będzie wyglądał w cały rok. W sylwestra  otwierano “na chybił – trafił” książkę do nabożeństwa  i w zależności od treści układano wróżby.

Żegnanie starego i witanie nowego roku zawsze odbywało się głośno i wesoło, a młodzież urządzała w tym dniu żarty i figle, które nierzadko sprawiały gospodarzom wiele kłopotów i pracy. Młodzież nocą wciągała na dach chałupy wóz, a dyszel wsadzała do komina. Na dach wynoszono również pługi i brony, a czasem wywożono je daleko w pole. Chłopcy wynosili też z zagrody wrota podwórzowe, rozbierali i zawiązywali płoty, drutowali drzwi wejściowe do chałupy tak, że trzeba było wychodzić na podwórze przez okno. Powszechnym zwyczajem było malowanie okien wapnem, a nawet smołą – gospodarze myśląc, że jest jeszcze noc spali do późna, a cała wieś “miała uciechę”. Kominy zatykano słomą lub grochowinami, żeby piece dymiły, smarowano klamki. Szczególnie dokazywano tam, gdzie były panny. Było jednak przyjęte, że nie można się za te żarty obrażać.

Zwyczaj robienia żartów w noc sylwestrową zachował się do dziś, choć obecnie figle są bardziej niewinne i mniej szkodliwe, ale w dalszym ciągu zachował się zwyczaj zatykania słomą kominów, malowanie okien wapnem, czy wynoszenia w pole narzędzi rolniczych. Noc sylwestrową spędzano dawniej przeważnie w gronie rodzinnym lub ze znajomymi. Od momentu wybicia północy powszechnie składano sobie życzenia pomyślności, np.: “Winszuję wam szczęścia zdrowia / Błogosławieństwa świętego / Od Pana Boga miłego / Na ten Nowy Rok” lub też formuły jednozadaniowe, np.: “Winszuja wom scenścia, zdrowia, chleba, niba, a pieniędzy wiela trzeba”, na co odpowiadano: “Daj Panie Boże, życzymy wom też tego samego”.

*** Święto Trzech Króli  

Ze świętem Trzech Króli (Epiphania Christi – Objawienie Chrystusa) łączy się szereg uroczystości, zwyczajów i wierzeń ludowych. Uroczystości rozpoczynają się już 5 stycznia od święcenia wody i kredy. Woda święcona używana przy różnych okazjach, najczęściej do przeżegnania siebie, innych osób, rzeczy i zwierząt domowych. Po przyniesieniu wody każdy wypija jej po łyku, a kropidłem kropi się dom, stodołę, piec, aby wszędzie się dobrze działo, a Pan Bóg chronił od nieszczęścia. Odrobinę wody święconej wlewano również do studni, aby woda była smaczna i zdrowa. Kreda święcona w tym dniu używana jest do zaznaczenia mieszkań podczas kolędy duszpasterskiej, a gdy domowi groził pożar “opisywano” go ze wszystkich stron krzyżykami znaczonymi poświęconą kredą. Kreda, którą “ciągniono kreski” po płocie gospodarstwa, chroniła też od piorunów, niespodziewanych wypadków i chorób. W wigilię lub w samo święto Trzech Króli święcono suszone ziela, którymi później okadzano mieszkania, a po mszy poświęcało się również złoto, kadzidło i mirrę. Wierzono, że dotykanie chorych części święconym złotem pozwoli uzyskać zdrowie, z mirry wyrabiano plastry, które również przykładano na chore części ciała, mirra i kadzidło służyły do okadzania mieszkań po zaraźliwej chorobie, również po wyniesieniu z domu zmarłego należało okadzić mieszkanie. Obecnie ilość zwyczajów tradycyjnie obchodzonych w święto trzech Króli zmniejsza się z “braku czasu i ochoty”.                     Redakcja